Zbór baptystów w Tczewie (1859-1945)

W 2017 roku na całym świecie trwały uroczyste obchody 500-lecia Reformacji. Zorganizowaliśmy je także w naszym mieście. Niniejszy artykuł przedstawia dzieje powstałego w XIX wieku tczewskiego kościoła baptystów, będącego jednym ze spadkobierców idei Marcina Lutra.

Ryszard Rząd
Zbór baptystów w Tczewie (1859-1945)

Pierwszy zbór Kościoła Baptystów powstał około 1612 roku w Londynie. Założyli go angielscy emigranci powracający z wygnania do Holandii, gdzie zetknęli się z powstałym wcześniej ruchem anabaptystycznym. Za jego przykładem m.in. przywrócili praktykowany w czasach apostolskich chrzest dorosłych, dzięki czemu przylgnęło do nich przezwisko baptystów – „chrzcicieli” (gr. baptidzo – zanurzać, chrzcić).
W 1834 roku Johann Gerhard Oncken (1800-1884), przez współczesnych zwany „drugim Lutrem”, założył pierwszą wspólnotę baptystów w kontynentalnej części Europy – w  Hamburgu. Dzięki jego aktywności powstały też zbory w Elblągu (1844), Wrocławiu i Szczecinie (1846).
W Polsce głównym przedstawicielem tego wyznania jest dziś Kościół Chrześcijan Baptystów w RP. W Tczewie jego placówka mieści się przy ul. Sobieskiego 18. Jej kościołem macierzystym jest Pierwszy Zbór w Gdańsku mający swoją siedzibę przy ul. Dąbrowskiego 11. Nie zawsze tak było. Półtora wieku temu to tczewscy baptyści stworzyli i przez pierwsze lata prowadzili placówkę w Gdańsku. Przybliżmy zatem tę historię.
Na początek oddajmy głos świadkowi tych wydarzeń: „W dniu 9 maja 1850 roku przyjęliśmy chrzest w Wójtowicach na Dolnym Śląsku udzielony przez kaznodzieję zboru we Wrocławiu, Ignacego Straube. Już po trzech tygodniach zostaliśmy powołani jako ślusarze maszynowi do Tczewa, do pracy przy budowie ogromnego mostu kolejowego nad Nogatem, odnogą Wisły. Jako nowo narodzone dzieci Boże, wymagające karmienia Słowem Bożym i społeczności z wierzącymi, z ciężkim sercem opuszczaliśmy naszych braci i siostry w Górach Kłodzkich. Przybywszy do Tczewa, oprócz pracy zawodowej, z oddaniem rozpowszechnialiśmy traktaty ewangelizacyjne i Pismo Święte. Jednak przez cały rok tylko we dwóch spotykaliśmy się każdego tygodnia na rozważanie Słowa Bożego i modlitwę. Nasza modlitwa o społeczność z wierzącymi w Chrystusie została wysłuchana. W dniu 15 września 1850 roku odwiedzili nas bracia z Elbląga, Ritter i Ehlert, i wtedy właśnie zorganizowaliśmy pierwsze publiczne zebranie biblijno-ewangelizacyjne w Tczewie, które od tej pory stały się regularne”.
Autorem tych słów był Bernhard Vogel (1821-ok. 1875), który wraz z Friedrichem Otto (ur. 1819) przyjechał ze Śląska do pracy w tczewskich Królewskich Zakładach Budowy Maszyn („Königliche Maschinenbauanstalt”) wzniesionych w związku z budową mostów na Wiśle i Nogacie (fot. 1,2).

 Fot. 1.

Fot. 1. Królewskie Zakłady Budowy Maszyn w Tczewie.
Rycina z poł. XIX w.
Fabryka znajdowała się na miejscu dzisiejszej „Galerii Kociewskiej”.

 Fot. 2.

Fot. 2. Most kolejowy w Tczewie wg projektu z 1855 r.

 
Dzień 15 września 1850 roku traktować zatem można jako datę założenia w Tczewie placówki zboru baptystów z Elbląga. Vogel został wówczas mianowany jej przewodniczącym. Pół roku później zanotował: „Na Zielone Święta 1851 roku zebraliśmy pierwszy radosny owoc naszego trudu: dwóch towarzyszy naszej pracy w fabryce (kowal Franz Böse, lat 31 i tokarz Samuel Schneider, lat 32), zostało ochrzczonych na wyznanie wiary. Niebawem chrzest przyjęło też siedem kobiet. Z końcem 1859 roku było nas 95. Liczba ta byłaby jeszcze większa, gdyby nie to że wiele osób wyjechało z Tczewa, między innymi do Ameryki”. Wspomniane chrzty miały miejsce w Elblągu.
Z tego czasu pochodzi interesujący list wystosowany przez wyżej wymienioną „czwórkę” do księdza Heinricha Mettenmeyera (1808-1871), proboszcza parafii Podwyższenia Krzyża św. w Tczewie. Potwierdzali w nim swoją decyzję opuszczenia kościoła katolickiego: „Wasza Wielebność, przepraszamy, że pozwalamy sobie skreślić te kilka linijek, którymi pragniemy Was poinformować, że pozostaniemy wierni naszemu Panu, co czyni niemożliwym nasz dalszy związek z kościołem katolickim. Dzięki Katechizmowi (który Wam z podziękowaniem zwracamy) zostaliśmy bowiem ponownie przekonani o wielkiej ciemności w jakiej znajduje się kościół katolicki. Pozostaniemy przy naszych przekonaniach i z pomocą Pana zawsze mu wierni. Życzymy z całego serca by Pan także Was obdarzył światłem swojej łaski. Z poważaniem. Bernhard Vogel, Franz Boese, Samuel Schneider, Friedrich Otto. Tczew, 14 lipca 1851 roku”.
Powyższy list opatrzony został pieczęcią sygnetową odciśniętą w czerwonym laku. Zawierała ona kilka elementów nawiązujących do misji jakiej podjął się jej właściciel. Była to otwarta Biblia, na której stronicach widniały tablice dekalogu i krzyż. Nad księgą znajdował się gołąbek z gałązką oliwną w dziobie, poniżej niej majuskułowe, gotyckie inicjały „BV” wskazujące, że należała do Bernharda Vogla (fot. 3,4).

Fot. 3.

Fot. 3. List B. Vogla, F. Boese, S. Schneidera i F. Otto
do ks. H. Mettenmeyera z 14 lipca 1851 r.

Fot. 4.

Fot. 4. Pieczęć Bernharda Vogla


Wśród pierwszych ochrzczonych byli także bracia z pobliskich Skarszew, do których tczewscy baptyści dotarli ze swoim poselstwem już w roku 1851, tworząc placówkę misyjną. Doszło tam do przebudzenia duchowego, które zaniepokoiło władze kościelne i państwowe (być może dlatego, że wśród nawróconych był jeden z radnych miejskich): „Wkrótce zostaliśmy tam zatrzymani przez władze i ukarani, po czym zabroniono nam urządzać zebrań w Skarszewach. Wierzący i sympatycy stamtąd przybywali więc na zebrania biblijne do Tczewa (23 km), w którym nie stawiano nam żadnych przeszkód. Już w 1853 roku odbył się chrzest najpierw 12 osób, później 20 z tej miejscowości. Natychmiast też wybuchły w Skarszewach prześladowania wierzących. Żandarmi nakazali nam opuszczenie miejscowości, a wierzących pociągano tu do odpowiedzialności sądowej pod byle pretekstem”.
Placówka rosła w podobnym tempie jak zbór macierzysty. Obie wspólnoty, objęte tym samym kierownictwem, przez lata tworzyły jeden organizm, określany w historiografii najczęściej mianem gminy Tczew-Skarszewy (Baptistengemeinde Dirschau-Schöneck).
Wspólnota z Tczewa była w latach 50-tych XIX wieku wielokrotnie odwiedzana przez misjonarzy. Wspomina o niej m.in. hamburski baptysta Tobias Penner, który w 1853 roku zdążał na konferencję do Kłajpedy: „Z powodu wysokiego stanu wody w Wiśle przejazd przez rzekę okazał się niemożliwy. Przybyłem więc do domu, w którym mieszkali bracia zatrudnieni przy budowie mostu. Znalazłem się w kręgu braterskim, zajętym sprawą dopuszczenia do chrztu czterech nowych braci. Jakąż radość wspólnie przeżywaliśmy!”.
Tczew kilkakrotnie znalazł się też na trasie podróży misyjnych Gottfrieda Wilhelma Lehmanna (1799-1882), założyciela zboru w Berlinie i najbliższego współpracownika wspomnianego wyżej J.G. Onckena. W 1855 roku pisał on: „W czwartek dotarłem do Tczewa, gdzie miało miejsce interesujące spotkanie, na którym wygłosiłem kazanie. Owa placówka kościoła elbląskiego rośnie bardzo szybko i składa się z bardzo zacnych członków”. Rok później zaś wyrażał nadzieję na jej szybkie usamodzielnienie się: „Po południu dotarłem do Tczewa, gdzie spotkałem wielu braci. Po kazaniu odbyło się zebranie, na którym zaproponowano utworzenie w Tczewie odrębnego kościoła. Wiele okoliczności wydaje się sprzyjać takiemu rozwiązaniu”.
W 1857 roku inny misjonarz donosił: „Na prośbę brata Vogela zatrzymałem się w Tczewie i znalazłem tam wielką liczbę zgromadzonych braci i przyjaciół. Pan dokonał tu wielkich rzeczy, wkrótce będzie tu kwitnący zbór. Do Elbląga wybrałem się w następną sobotę. Wisła była wezbrana i niosła dużo kry lodowej, jednak przeprawa udała się. Jeszcze dwie mile przeszliśmy pieszo do Malborka w uciążliwej zadymce śnieżnej. Stamtąd już koleją do Elbląga(fot. 5).

Fot. 5.
Fot. 5. Przeprawa promowa przez Wisłę. Rycina z 1865 r.

Dnia 27 marca 1859 roku przedstawiciele naczelnej rady zjednoczenia zborów w Prusach, w obecności przewodniczącego i członków placówki powołali samodzielny zbór baptystów w Tczewie. Liczył on łącznie z placówką w Skarszewach 95 osób i był trzecim na Pomorzu Wschodnim, po Elblągu (1844) i Gajdach koło Morąga (1855). Uroczystość odbyła się w mieszkaniu Samuela Schneidera znajdującym się w kamienicy wdowy Piltz przy ul. Zamkowej. Założyć można, że miejsce to stało się jednocześnie pierwszą kaplicą nowego kościoła. Mieszkało tam bowiem kilka rodzin baptystycznych (fot. 6).

Fot. 6.
Fot. 6. Spis pierwszych tczewskich baptystów,
którzy wystąpili z kościoła katolickiego. Ok. 1867 r.

Pionier tczewskiej wspólnoty, Bernhard Vogel, niebawem zwolnił się z pracy zawodowej chcąc należycie poświęcić się działalności misyjnej. Zaczęła ona bowiem napotykać przeszkody ze strony władz w Tczewie. W lutym 1861 roku doszło do tragicznego zdarzenia. Zwłoki dziecka jednego z baptystów (3-letniej Luizy, córki woźnicy Petera Rogowskiego z Czyżykowa) pochowane na cmentarzu ewangelickim, wskutek ostrego sprzeciwu pastora i magistratu, po kilku dniach musiały zostać odkopane. Zrozpaczonym rodzicom wskazano użytkowany przez baptystów cmentarz pod Skarszewami. Gdy po artykule w „Danziger Zeitung” sprawa nabrała rozgłosu, po ośmiu dniach wyrażono zgodę na pochówek na tczewskim cmentarzu ofiar epidemii cholery. Jednak i tu rozhisteryzowane kobiety nie chciały dopuścić do pogrzebu kacerskiego dziecka pod krzyżem i w pobliżu grobów ich dzieci. Dopiero policja opanowała zamieszanie spowodowane przez uzbrojonych mężczyzn i wyrostków.
Skandal ten komentowany był nawet w odległej Norymberdze. Gazeta „Nürnberger Beobachter” pisała z oburzeniem: „Czy ten, który powiedział: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, rozważałby czy szczątki dzieci spoczywać mają na cmentarzu protestanckim czy cholerycznym? Przecież nawet piękna nazwa owego miejsca – Boże pole (niem. „Gottesacker”) – powinna skłonić nietolerancyjnych kapłanów do pytania: Czy nie wszyscy są dziećmi Bożymi? Czy nie mogą spocząć na jednym cmentarzu ci, którzy mieli różne przekonania za życia?”.
Problem z grzebaniem zmarłych rozwiązano przyznając baptystom wspomniany cmentarz choleryczny, założony po wielkiej epidemii w 1831 roku. Był to obszar położony na wzniesieniu, w zakolu drogi wiodącej do wsi Czyżykowo, u podnóża szańca z czasów wojen napoleońskich (fot. 7,8).

 Fot. 7.
Fot. 7. Fragment planu katastralnego miasta Tczewa z zarysem szańca
i cmentarzem baptystów. Lata 80-te XIX w.

Fot. 8.
Fot. 8. Cmentarz baptystów w Tczewie na zdjęciu lotniczym.
Lata 20-te XX w.


Pierwszym udokumentowanym pochówkiem po przejęciu tego terenu przez zbór, był pogrzeb syna wymienionego wyżej Samuela Schneidera, 15-miesięcznego Walthera, zmarłego na szkarlatynę 15 marca 1869 roku. Pięć lat później spoczęła tam jego matka, Caroline z domu Otto (1824-1874).
Niewielki cmentarz o powierzchni około 900 m2 założony był na rzucie zbliżonym do kwadratu, z wejściem od płn.-zach. Obecnie teren ten (położony przy ul. Czyżykowskiej 87, na działce nr 256/1) jest zarośnięty i zaniedbany, mimo próby uporządkowania go podjętej przez członków Stowarzyszenia „Dawny Tczew” w kwietniu 2012 roku. Nie ma żadnych śladów wskazujących na to, że było to miejsce wiecznego spoczynku. Nieczytelny jest układ przestrzenny i podział na kwatery, nie zachowało się dawne ogrodzenie, nagrobki, ani nawet pozostałości mogił ziemnych. Przetrwały jedynie pojedyncze drzewa: klony jawory, klony pospolite, kasztanowce i lipy drobnolistne. O tym, że był to cmentarz zdawały się nie wiedzieć także władze miasta Tczewa, które w Planie Zagospodarowania Przestrzennego w 2005 roku traktowały go jako „teren sportu i rekreacji” wraz z przyległym doń boiskiem „Orlik”.
Cmentarz dla wspólnoty skarszewskiej był nieco mniejszy (800 m2) i znajdował się około 5 km za miastem, na niewielkim wzniesieniu wśród pól, przy drodze do wsi Junkrowy (fot. 9). Dziś, tak jak i tczewski, jest opuszczony. Zachowały się jednak fragmenty niektórych nagrobków i ogrodzenia z polnych kamieni. Jego historię z pewnością pamięta jedno z rosnących tam drzew – imponujących rozmiarów dąb szypułkowy liczący ponad 150 lat.

Fot. 9.
Fot. 9. Cmentarz baptystów pod Skarszewami.

Według urzędowych spisów ludności w końcu 1861 roku w Tczewie mieszkało 2848 ewangelików, 2599 katolików, 461 Żydów, 43 baptystów, 39 mennonitów i 9 prawosławnych. Baptystów w Skarszewach było 41. W lipcu 1862 roku w ówczesnych Prusach funkcjonowało 31 zborów baptystycznych gromadzących 5603 osoby. Tczewsko-skarszewski liczył już wówczas 162 wyznawców i był 12-tym co do wielkości. Największymi były: Berlin (590), Templin (487) i Gajdy (485).
Wspólnota od chwili powstania aktywnie angażowała się w pracę misyjną. Pastor Vogel już w 1861 roku prowadził domowe nabożeństwa dla 10 członków mieszkających w Gdańsku. Od listopada 1862 roku organizował też regularne spotkania modlitewne w tym mieście, i to w sali która mogła pomieścić nawet 300 osób. Gdańska placówka usamodzielniła się w 12 grudnia 1875 roku z liczbą 116 wyznawców. Na pocz. XX wieku było ich już około czterystu, a okresie międzywojennym około 1100. W 1886 roku 34 członków placówki w Bytowie postanowiło założyć zbór. W roku 1909 liczył on już 141 osób. W 1900 roku odrębność uzyskała placówka w Malborku, z ilością 58 wiernych. Do 1909 ich liczba niemal się podwoiła i wzrosła do 110-ciu.
 Zbór miał też swój udział w tworzeniu ewangelicznych kościołów w głębi ówczesnej Rosji. Jeden z misjonarzy, diakon Karl Benzien wiosną 1868 roku trafił na Ukrainę, do osady Chortyca na Zaporożu, gdzie znajdowała się kolonia osadników mennonickich. Zajmował się też dystrybucją Biblii i ewangelizacją Chantów (Ostiaków) z okolic Omska na Syberii.
Lata 60-70-te XIX wieku były okresem dynamicznego wzrostu wspólnoty w Tczewie-Skarszewach, co ilustruje poniższa tabela sporządzona w oparciu o roczne sprawozdania kościelne:

Rok

Członkowie

Dzieci w szkółce niedzielnej

1859

95

 

1860

103

 

1861

112

27

1862

140

30

1863

188

18

1864

207

44

1865

194

 

1866

202

31

1867

230

34

1868

261

42

1869

252

 

1871

246

 

1874

324

 

 

Posłuchajmy kilku relacji z tamtych lat:
Rok 1863 był w Tczewie porą siewu, nie żniw. Ale tak przecież być musi. Słowo trafiło do wielu ludzkich dusz, otwarło się wiele drzwi. Nie do wszystkich jednak możemy wejść. Opozycja urzędników i duchownych jest bowiem wielka. W Suchostrzygach, wsi pod Tczewem, Pan otworzył drzwi. Zaczęły odbywać się spotkania raz w tygodniu, dzięki czemu niektóre dusze już przeszły ze śmierci do życia. W zborze w Tczewie ochrzczono zatem jedenastu”.
Następnie udałem się do Tczewa, znanego z mistrzowskiego dzieła architektury - ogromnego mostu nad Wisłą. W dzień Pański przemawiałem do bardzo dobrej wspólnoty i radowałam się poznając przyczynę, dzięki której ona powstała kilka lat temu jako słaby szczep. Pan Vogel, który był jednym z budowniczych mostu, został powołany do kolejnej pracy, tym razem przy nadziemskiej budowli. Stał się pastorem kościoła wyróżniającego się przede wszystkim obfitością miłości, którą wszyscy czują i świadczą sobie nawzajem. Pan dał mu dużo swobody i odwagi w głoszeniu ewangelii, a ja byłem przytłoczony życzliwością i łaskawością wspólnoty” (1864).
W 1866 roku, w trakcie wojny z Austrią, na terenie wspomnianych Suchostrzyg Prusacy utworzyli obóz w którym osadzono około 4,5 tysiąca jeńców (fot. 10,11).

 Fot. 10.
Fot. 10. Prawdopodobne miejsce obozu jenieckiego w Suchostrzygach
Fot. 11.
Fot. 11. Podczas pobytu w obozie jeńcy budowali drogę do Skarszew.
Dwudziestu sześciu z nich zmarło wskutek epidemii cholery i tyfusu.
W miejscu ich pochówku weterani armii austriackiej w 1887 r. postawili zachowany do dziś pomnik.


Opiekę duszpasterską nad nimi sprawowali głównie księża katoliccy, jednak ich losem żywo interesowały się także okoliczne wspólnoty protestanckie. Akcje rozdawania Biblii i traktatów biblijnych prowadzili tu zarówno tczewscy baptyści, jak i kolporterzy Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego. Niektóre z nich przebiegały wręcz w dramatyczny sposób. Posłuchajmy jednej z relacji: „Uzyskawszy niezbędną zgodę od oficera dowodzącego w Tczewie, wyruszyłem do obozu (…). Wzięliśmy ze sobą skrzynię Nowych Testamentów. Kapitan przyjął nas bardzo serdecznie i zaoferował swoją pomoc. Rozkazał żołnierzowi przynieść skrzynię przed swój namiot i otworzyć ją. Załadowaliśmy plecak i wyruszyliśmy do pracy. Pierwszym, którego spotkałem był Polak. Dałem mu Nowy Testament. Podobnie i innym jego rodakom. Ogółem było tam 800 namiotów. Na początku nie widzieliśmy zbyt wielu ludzi, ale w chwili gdy rozniosło się, że Nowe Testamenty są za darmo, ludzie zaczęli pojawiać się jak spod ziemi i w jednej chwili zostaliśmy otoczeni przez tłum. Kilku Włochów, którzy bardzo prosili o Biblie musieliśmy zostawić z niczym. Ledwie mogliśmy znieść błagania i przepychanie się, żeby dostać książkę (…). Po chwili jeden ze strażników przyszedł mi z pomocą, ale tłum ciągle rósł, a błagania i modlitwy stawały się coraz głośniejsze. Nasz pierwszy zapas Nowych Testamentów wyczerpał się, więc wróciliśmy do skrzyni po nowy. W tym czasie poruszenie i zgiełk stały się jeszcze większe, bo ci którzy dostali Pismo poszli je pokazać swoim towarzyszom. W związku z tym poprosiłem kapitana o eskortę, bym mógł spokojnie rozdawać dalej. Ubłagałem go również by przymknął oko na to, że jeńcy robią większy hałas niż zwykle. Mój strażnik ustawił ludzi w trzech lub czterech szeregach i miałem nadzieję, że teraz będę mógł spokojnie rozdawać. Jednak zapewniam Was, że mimo straży i obecności kapitana, to co się wydarzyło było nie do opisania. W jednej chwili zostałem otoczony jakby murem, mój plecak został otwarty, Nowe Testamenty z niego wyrwane a wszyscy zaczęli o nie walczyć. Mimo iż był pusty, liczne ręce jeszcze długo szukały w nim książek. Jestem przekonany, że gdyby nie był nowy i wyjątkowo mocny, zostałby porwany na strzępy. Mój strażnik próbował mnie ratować i wyciągnąć z tłumu, ale mu się to nie udało. Wydostałem się w końcu z pomocą jakichś Austriaków. Mimo to wszyscy chodzili za mną i kapitan z paroma żołnierzami mieli mnóstwo roboty z powstrzymywaniem ich by nie atakowali się wzajemnie i nie próbowali sami opróżnić naszej skrzyni. Dalsze rozdawanie stało się niestety niemożliwym. Muszę zaznaczyć, że jeńcy byli już uświadomieni, że te książki to Nowe Testamenty, bo bracia baptyści już wcześniej rozdawali Pismo w obozie. Ludzie zaczęli się popychać, uderzać i za nic nie chcieli odejść. W związku z tym spytałem kapitana, czy nie podjąłby się sam dalszego rozdawania, na co on ochoczo przystał. Jako, że tłum rósł z każdą chwilą i nie miał zamiaru się rozejść, kapitan wziął skrzynie do swego namiotu, a my opuściliśmy obóz. Nigdy w życiu nie zapomnę tego co tam doświadczyłem Niech Bóg błogosławi Słowo Prawdy, które zostało rozsiane wśród tych uwięzionych żołnierzy”.
Autorem powyższych słów był niejaki Kretzschmer, jeden z kolporterów Pisma Świętego wydawanego przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne. Większość rozdanych przez niego Nowych Testamentów została zakupiona dzięki hojności kilku mennonitów z okolic Gdańska i Elbląga: „Bardzo wielu członków tej starej baptystycznej społeczności mieszka w tym regionie i w wypadku jakichś specjalnych spraw, takich jak ta, okazują się bardzo chętni do pomocy”. Wspomniani przez niego „bracia baptyści” rozdali jeńcom wcześniej, także bezpłatnie, około 150 Nowych Testamentów i tysiące traktatów biblijnych. Jak później mówili Austriacy: „Nie wierzymy już więcej w to, co mówili nam nasi kapłani. Prusacy bardzo różnią się od tego, czego nas o nich uczono. Nie są heretykami, jak się ich o to oskarża”. Kolporterzy z reguły byli misjonarzami pochodzącymi z różnych kościołów protestanckich. W latach 60-tych XIX wieku w niemieckich zborach baptystycznych działało ich około 80-ciu. Rocznie rozprowadzali 70-90 tys. różnojęzycznych Biblii i 1,7 mln traktatów ewangelizacyjnych.
W historii tczewskiej wspólnoty zdarzały się jednak także sytuacje dramatyczne. W kwietniu 1866 roku Bernhard Vogel ze smutkiem opisywał przypadek młodej dziewczyny ze Zblewa ciężko pobitej przez matkę i siostrę, za to że zdecydowała się, mimo rozmów z księdzem ewangelickim, przyjąć chrzest w kościele baptystów. Próbujący mediacji pastor Vogel usłyszał od matki, iż żałuje ona jedynie tego, że ... pozbawiła córkę tylu pięknych włosów.
W 1867 roku zbór liczył już 230 osób i w dalszym ciągu się rozrastał. Zaistniała więc potrzeba zatrudnienia drugiego pastora. Został nim J. Lüdecke, który 1 września tegoż roku odprawił pierwsze nabożeństwo w nowej kaplicy mieszczącej się zaadaptowanym do tego celu niewielkim domu przy ul. Sambora 15. Wierni określali go mianem „szkatułki” („Schmuckkästchen”) (fot. 12).

Fot. 12.
Fot. 12. Zarys pierwszej kaplicy baptystów na rogu ul. Sambora i Nowej. 1909 r.

W 1871 roku pastor Lüdecke przeniósł się do Czarnego koło Człuchowa. Zanim wybrano jego następcę, wspólnotą kierowali bracia z Rady Starszych. Nie wiemy jakie były dalsze losy założyciela tczewskiej wspólnoty, Bernharda Vogla. Ostatni raz wymienia się go w sierpniu 1871 roku, kiedy to ochrzcił w Tczewie jednego z braci z Gdańska. Nie pojawił się jednak wśród gości honorowych obecnych na uroczystości usamodzielnienia się gdańskiej placówki w grudniu 1875 roku, nie wspomina się też o jego śmierci.
W lipcu 1875 roku do Tczewa przybył kaznodzieja Ludwig Helmetag, którego w grudniu tegoż roku ordynowano na urząd pastora. Warto zapamiętać to nazwisko. Urodził się 17 maja 1847 roku w Bergheim-Waldeck w Hesji, w rodzinie chłopskiej, zmarł około roku 1912 w Tczewie. W wieku 21 lat wyjechał do USA, gdzie w latach 1871-74 studiował teologię w Seminarium w Rochester, w stanie Nowy York. Zbór w Tczewie był jego pierwszym po powrocie do Europy. Nie piastował tego stanowiska długo, bo już w listopadzie 1877 roku trafił do Brome w Dolnej Saksonii, gdzie pełnił posługę przez pięć lat. W latach 1882-84 pracował w Heilbronn, 1884-89 w Mühlhausen w Badenii-Wirtembergii. Jego „wędrówka” po zborach nie powinna nas dziwić. Taki zwyczaj był wówczas dość często praktykowany. W 1889 roku pastor Helmetag powrócił do wspólnoty w Tczewie, którą podczas jego nieobecności opiekował się Adam Reinhard Schiewe (1846-1930), wyrzucony z carskiej Rosji za przekonania religijne.
W 1900 roku tczewski zbór liczył około 120 osób, które w dalszym ciągu spotykały się na nabożeństwa w za ciasnych już pomieszczeniach „szkatułki” przy ul. Sambora. Jako, że kondycja finansowa zboru była zadowalająca, wiosną 1910 roku pastor Helmetag wystąpił do Zarządu Policji Budowlanej w Tczewie z prośbą o zgodę na budowę nowej kaplicy (Bethaus) na miejscu starej. Ponieważ znajdować się ona miała przy jednej z głównych ulic miasta, obiecywał że dołoży wszelkich starań o to, by miała jak najatrakcyjniejszą formę.
W lipcu wyburzono stary budynek, a 4 października 1910 roku mistrz murarski F. Sücker, z firmy „J. Schmidt” ze Swaryszewa koło Nowego Dworu Gdańskiego, oddał nowy w stanie surowym. Dzięki archiwalnemu projektowi znana jest pierwotna dyspozycja jego wnętrz. W narożniku parteru znajdowała się duża sala modlitw o wymiarach 11 x 8 m, z kazalnicą przy ścianie północnej. Celem odciążenia stropu pośrodku niej przewidziano dwie podpory. Od północy przylegała do niej druga, mniejsza, zapewne na zajęcia szkółki niedzielnej, od zachodu niewielkie pomieszczenie sanitarne. W dwupiętrowej kamienicy znajdowało się ponadto 10 czynszowych mieszkań, w większości 3-pokojowych, z łazienkami i toaletami. Pastor zajmował lokal na parterze, na lewo od głównego wejścia. Zaprojektowano reprezentacyjną, trzykondygnacyjną kamienicę z mieszkalnym poddaszem. Wyróżniała się w niej część przeznaczona na kaplicę – ściany zdobione boniowaniem dzieliły wysmukłe otwory okienne zamknięte łukiem ostrym, wypełnione szkłem o drobnych podziałach tworzących ukośną kratkę. Dekoracyjnie opracowany został również narożny wykusz obejmujący drugą i trzecią kondygnację oraz umieszczony powyżej szczyt o falistym wykroju podkreślonym profilowaną opaską. Środkową część elewacji frontowej podkreślała półkoliście zamknięta wnęka z dwoma wejściami – do kaplicy i części mieszkalnej. Powyżej osadzony był balkon i wieńczący całość szeroki szczyt w opasce zakończonej wolutami. Projekt ten został zrealizowany po wprowadzeniu pewnych zmian – część z nich zaznaczona została na rysunku przez zatwierdzającego go architekta miejskiego Spechta. W zachowanym do dziś budynku, pomimo późniejszych remontów, czytelne są ślady pierwotnej realizacji. Zauważyć można również, że główny portal odbiega od projektowanego. Znajduje się nad nim klasycyzująca dekoracja wykonana w tynku, złożona z gładkiej płyciny ujętej przez wolutowo zwinięte liście akantu i fryz nawiązujący do motywów antycznych. Na usytuowanych nad wejściem balkonach zachowały się metalowe, ażurowe balustrady z uproszczonym ornamentem roślinnym (fot. 13-16).

 


Fot. 13-16. Rzut, rysunki elewacji i przekrój projektowanej kaplicy baptystów w Tczewie. 1910 r.

W okresie międzywojennym na terenie województwa pomorskiego istniało 11 zborów baptystycznych: Tczew-Skarszewy (1859), Książki (1863), Bydgoszcz (1874), Grudziądz (1881), Inowrocław (1885), Wąbrzeźno (1891), Toruń (1901), Kuligi (1904), Łasin-Nowe Mosty (1909), Bukowiec (1910), Kijowiec (1938). Należały one do Unii Zborów Baptystów Języka Niemieckiego i z biegiem lat traciły wyznawców, którzy emigrowali do Niemiec. W 1922 roku liczyły one łącznie 2561 członków, a w 1938 tylko 1432.
Wspomniany proces zmniejszania się pomorskich wspólnot dotyczył także Tczewa. W 1914 roku społeczność ta liczyła (wraz ze Skarszewami) 118 członków. W 1936 już tylko 38, rok później 43, a w 1938 – 41 i 65 sympatyków. W październiku 1930 roku, gdy na jej czele stał starszy O. Burau ze Skarszew, przybył do pracy kaznodziejskiej w Tczewie Otto Lenz (1872-1964) ze zboru Łódź I, obsługujący równocześnie wspólnotę w Bukowcu koło Świecia. Gdy trafił do Bydgoszczy, we wrześniu 1935 roku zastąpił go Otto Job (ur. 1908), który w październiku następnego roku zorganizował konferencję kaznodziejską dla Okręgu Poznańsko-Pomorskiego w nowej kaplicy w Skarszewach. Mieściła się ona w stosunkowo niewielkim parterowym budynku przy ob. ul. Dworcowej 13, na podwórzu posesji należącej do rodziny Burau. W dniu 11 lipca 1937 roku pastor Job został ordynowany w tejże kaplicy na urząd kaznodziei przez Roberta Drewsa, prezesa Unii Zborów Baptystów Języka Niemieckiego w Polsce. Tego dnia dokonał też pierwszego chrztu. Powyższe informacje pozwalają przypuszczać, że Skarszewy przejęły już wówczas funkcję głównego ośrodka wspólnoty. 15 marca 1939 roku Otto Job udał się do zboru w Zezulinie pod Lublinem. Zastąpił go absolwent Baptystycznego Seminarium Teologicznego w Łodzi Otto Scholl (ur. 1910), który pełnił swoją posługę trzy lata, po czym w 1942 roku został wcielony do Wehrmachtu.
W lipcu 1937 roku, zapewne wskutek znacznego zmniejszenia liczebności zboru, salę modlitw w Tczewie przebudowano. Zmniejszono ją o połowę, urządzając w części północnej trzypokojowe mieszkanie, do którego włączono także dawną salkę szkółki niedzielnej, przekształconą na niewielki lokal mieszkalny już w 1929 roku. Spadek liczby zborowników był na tyle poważny, że w oficjalnym Spisie Statystycznym Unii Zborów Baptystycznych Języka Niemieckiego w Polsce za rok 1938 odnotowano jedynie zbór w Skarszewach. Liczył on wówczas 41 osób i był podzielony na wspólnoty tczewską i skarszewską, które dysponowały własnymi kaplicami. We wspomnianym 1938 roku chrzest przyjęły trzy osoby, cztery zmarły, jedna opuściła zbór, inna została wykluczona. Działała grupa młodzieżowa złożona z 18 osób, prowadzono zajęcia szkółki niedzielnej, na którą uczęszczało około 10 dzieci. Istniał też jedenastoosobowy chór mieszany i pięcioosobowy zespół gitarowy. Opłacano jedną prenumeratę tygodnika „Hausfreund” (organu baptystów niemieckich w Rosji) i sześć młodzieżowych miesięczników „Die Jugendwarte”.
 Ciekawe spostrzeżenia na temat tczewskich baptystów zawarł znany polski dziennikarz i krytyk literacki Michał Misiorny (1933-2005) w książce „Sambora róg Nowej”. Barwnie opisując swoje dzieciństwo spędzone wśród polsko-niemieckich mieszkańców miasta, wspomina też o lokatorach z tytułowej kamienicy. Autora i jego rówieśników straszono baptystami mówiąc, że odprawiają oni świętokradcze, czarne msze. Chłopcy jednak nie wierzyli w to. W piwnicy należacej do jednej ze zborowniczek (bez jej wiedzy), od 19 stycznia 1945 roku ukrywało się dwóch dezerterów z Wehrmachtu (Polak i Niemiec). Tam też obaj zginęli od radzieckiej bomby w dniu 11 marca.
    Tczewsko-skarszewska wspólnota baptystów praktycznie przestała istnieć w 1945 roku. Jej członkowie opuścili miasto wraz z resztą ludności niemieckiej. Ci, którzy ocaleli z zawieruchy wojennej trafiali zazwyczaj do zborów w głębi Niemiec. W 1947 roku z radzieckiej niewoli zwolniony został ostatni tczewski pastor, wspomniany wyżej Otto Scholl. Dotarł do Saksonii, gdzie pełnił dalej swoją posługę w okolicach Lipska (fot. 17).

Fot. 17.
Fot. 17. Pastor Otto Scholl

W Tczewie i Skarszewach pozostały jednie ślady dwu cmentarzy i dawne kaplice służące dziś innym celom (fot. 18-29).


Fot. 18-20. Dawny cmentarz baptystów w Tczewie. 2017 r.


Fot. 21-23. Dawna kaplica baptystów w Tczewie. 2017 r.


Fot. 24-26. Dawny cmentarz baptystów pod Skarszewami. 2017 r.


Fot. 27-29. Dawna kaplica baptystów w Skarszewach. 2017 r.

Informujemy, że w ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. politka prywatności.

Akceptuję cookies z tej strony.